"Penelope"reżyseria: Mark Palansky
gatunek: Fantasy, Romans
produkcja: USA, Wielka Brytania
obsada: Christina Ricci, James McAvoy, Catherine O'Hara, Richard E. Grant, Reese Witherspoon i inni...
Dawno, dawno temu... Tak. Film jest zdecydowanie baśniowy. Piękne zamczysko, zła wiedźma, klątwa, uwięziona dziewczyna, miłość, książę i morał. Ale zacznijmy od początku.
Film rozpoczyna się wprowadzeniem w historię klątwy: otóż, pewnego pięknego dnia, brzydka czarownica rzuca klątwę na rodzinę Wilhern. Według uroku pierwsza narodzona w klanie dziewczynka zostanie oszpecona świńskim ryjkiem. Przez kilka pokoleń rodzą się sami synowie. W końcu wiara w klątwę zaczyna w rodzinie zamierać, do dnia, kiedy na świat przychodzi pierwsza córka i faktycznie zamiast noska na twarzy ma ryjek. Jest nią oczywiście tytułowa Penelope (Ricci). Aby uniknąć natarczywości i ciekawości ze strony ludzi i mediów matka (O'Hara) swinguje śmierć dziewczynki. Młoda panna Wilhern zostaje zamknięta przed światem w ogromnej posiadłości rodzinnej, odizolowana od wszystkich rówieśników, ukryta przed spojrzeniami. W końcu Penelope kończy 18 lat i matka postanawia spróbować przełamać klątwę. W tym celu kawaler o błękitnej krwi musi pokochać i poślubić dziewczynę - a wtedy ryjek zniknie. Zaczynają się swaty, wszystko przebiega w niezwykłej dyskrecji przed postronnymi świadkami. Oczywiście informacja o sporym posagu Penelope przyciąga wielu kandydatów. Niestety, na widok dziewczyny wszyscy uciekają (nierzadko wyskakując z przerażeniem przez okno :)). Żaden z mężczyzn nie chce dać kobiecie z ryjkiem szansy, jej wygląd zdaje się być dyskwalifikujący. Pewnego dnia pojawia się przystojniak o imieniu Max (McAvoy) i na zawsze odmienia życie panny Wilhern.
Jest więc baśniowo. Piękne zdjęcia i przyjemna muzyka pomagają pogrążyć się w tym świecie bez reszty. "Penelope" ogląda się naprawdę przyjemnie. Wspaniała obsada zdecydowanie pomaga tej produkcji.
Problem odmienności, którą w tym wypadku jest brzydota fizyczna, przedstawiony jest w sposób przyjemy i nienatarczywy, jednak mimo to z filmu dość łatwo jest wyciągnąć morał. Okazuje się, że nie sama odmienność stanowi przeszkodę lecz większym niebezpieczeństwem jest nasz strach przed nią. Strach przed wyśmianiem i przed nieprzychylnymi opiniami paraliżuje i nie pozwala na podjęcie jakichkolwiek działań. Wolimy dać się ukryć niż skonfrontować z obawą. Jednak odwaga, ucieczka i stanięcie ze wstydem twarzą w twarz przynosi wyzwolenie. Bo najważniejsze to powiedzieć sobie szczerze: "Lubię siebie takiego jakim jestem" - to (nie tak do końca proste, jak się okazuje) zdanie jest w stanie zdjąć z nas każdą klątwę, zły czar, czy fatum!
Bardzo polecam. Przyjemny, piękny wizualnie i mądry film o odmienności, odwadze, miłości i pokochaniu samego siebie.
(plakat filmowy pochodzi z portalu: Filmweb)